|
|
|
|
W warszawskiej
galerii VAVA otwarto wystawę prac malarza Stanisława Baja. Jako
artysta chodzi gdzieś uboczem, własnymi drogami - poza salonem i
poza modą.
Na wystawie oglądamy jego portrety, w podpisach są nazwiska z rodzinnej
wsi: Łobacz, Pasieczny, Sąsiad. Autor wstępu do katalogu, Ryszard
Sekuła, napisał, że brzmi to jak wyciąg z księgi parafialnej. Nie
ma na tej wystawie, pejzaży, choć bardzo dobrze przyjęte zostały
na niedawnej ekspozycji w Kolonii. Portret, pejzaż - trochę te formuły
brzmią niedzisiejszo. Instalacja, performance, nowa figuracja -
to język, jakim wypada mówić o sztuce. A tu portrety, Wujek Franek,
Babcia, Adam w oknie.
"Z moim malowaniem jest tak, jakbym pisał testament w imieniu Ojca
i Matki, i Was wszystkich chłopów, co byli i już odeszli".
Nie dajmy się jednak zwieść tej nucie sentymentalnej, nieco chłopomańskiej,
wiem, że szczerej. To malarstwo wolne jest od sentymentalizmu, jest
surowe.
Ostentacyjne chłopskie koligacje sztuki Baja dalekie są od środowiskowej
kokieterii, jest w tym nuta przekory. Ale znajdziemy też w tych
obrazach życie na serio, świat, który przemija, wizerunki z zapisem
czasu. Baj mówi swoim rodowodzie, o otoczeniu, które jest mu bliskie,
bez filozoficznego zadęcia i bez udawania, że rozwiązuje zagadki
bytu. A Poza wszystkim jest oryginalny i świeży.
NK
Polityka, Nr 51(2068) 21.XII.1996 |

|